sobota, 25 października 2014

"Nocny Marek" - Nowa Wieś Wielka (BnO - TP50km)




Druga odsłona "Nocnego Marka" zakończyła mój udział w cyklu Pucharu Konwalii 2014. Miejsce rajdu to nadal okolice Bydgoszczy jak rok temu, tym razem start miał miejsce w Nowej Wsi Wielkiej do której dojechałem razem z Tomkiem a na miejscu byli już prawie wszyscy, pogoda nie rozpieszczała i trzeba było się odpowiednio ubrać. Na start musieliśmy podejść na oddalone za tory kolejowe miejsce które było też metą a spowodowane to było pewnie względami bezpieczeństwa by ktoś nie wpadł pod pociąg ścigając się z czasem lub z innym zawodnikiem pod koniec biegu.

Wystartowaliśmy wspólnie do miejsca skąd pobraliśmy mapy i trochę się rozdzieliliśmy by po chwili spotkać się w trójkę z Tomkiem i Wojtkiem biegnąc razem w kierunku PK3 który najszybciej odnajduje Tomek, szybko się z niego oddalamy bo dookoła kręci się kilku szukających go  zawodników. Dalej w drodze do PK1 spotykamy "Znajomych i Przyjaciół Królika" którzy widząc mnie śmieją się że dzisiaj na wynik lecę bo szybko biegnę :), znajduję punkt i wybiegamy z niego innymi drogami, no właściwie to my wybiegamy przez las w kierunku linii elektrycznych a potem prosto do PK5. Dalej mamy trzy różne zdania odnośnie tego gdzie biec ale w końcu dochodzimy do porozumienia i trafiamy
razem z kilkoma zawodnikami którzy do nas dołączyli na PK6 przy Studzienickich Łąkach - ciekawym nawodnionym terenie który kiedyś w tym miejscu stworzyli osuszając jezioro Olędrzy znani z gospodarowania na terenach zalewowych, podbijmy punkt ale znów odbiegamy w innych kierunkach. Z tego co pamiętam Seba na swojej trasie wybrał przedzieranie się przez te tereny zamiast ich obiegnięcia.

Wszyscy razem podbijamy jeszcze PK7 na szczycie górki i dalej postanawiamy podbić trzy punkty na pierwszej mapie SZWEDZKA GÓRA, A idzie gładko choć pełno tam krzaków dookoła i łatwo przegapić punkt, przy B spotykamy Krzycha z Pawłem którzy mieli etap biegowy w swoim AR, kolejny punkt C - czyli największa wydma łukowa w Puszczy Bydgoskiej zwana Szwedzką Górą
która wznosi na wysokość 116 metrów a z jej szczytu można było kiedyś ponoć obserwować ćwiczenia na poligonie. Po tym punkcie rozdzielamy się z Tomkiem który robi TP25 i wybiegamy z w stronę PK11 który jest ciekawie opisany jako cel artyleryjski na szczycie wzniesienia niedaleko wsi Kabat.




Jeśli prześledzić historię tego miejsca to w okresie II wojny światowej Niemcy wybudowali to na poligonie jako wieżę do obserwacji testów nad bronią rakietową produkowaną w zakładach "Dynamit Aktien-Gesellschaft Bromberg" zlokalizowanych we wspomnianej wsi Kabat, były to najprawdopodobniej Nebelwerfery, a teren który stał się poligonem był miejscem z którego najpierw wysiedlono mieszkańców a potem sprowadzono RAD-owców którzy oczyścili teren pod poligon który do końca nie został ukończony. Początkowo planowano wybudować dwie wieże ale ukończono tylko jedną, miała dwa piętra z wąskimi lukami do obserwacji, wzmocnionymi metalowymi płytami chroniącymi przed odłamkami oraz zamykane pancerne drzwi, na pietra wchodziło się po stalowej drabinie. Wieża ta po wojnie przejęta wraz z poligonem przez wojsko polskie, stała się celem artyleryjskim dla samolotów i śmigłowców
MI-24 które ostrzeliwały z broni pokładowej jedną ze ścian wieży.
Niedaleko znajdowała się jeszcze kilka lat temu wieża kontroli lotów ale została zniszczona.







Odbiegając od punktu znów spotykamy Krzycha z Pawłem ale tym razem już na rowerach, nie zazdrościłem ich jazdy rowerem po tych wydmowych piaskach w okolicy.
Do PK10 postanawiamy przedostać się przez łąkę na którym okazało się że głębokich dziur ukrytych wśród traw jest dość sporo i łatwo nawet złamać nogę, dlatego dalej spokojnie przedostajemy się pod płot "Radiowego centrum nadawczego" gdzie spostrzegamy ciekawą tabliczkę skierowaną w stronę łąki z napisem "Uwaga niewybuchy", czyli właśnie przebiegaliśmy po dawnym poligonie na który jak się dowiedziałem po powrocie do domu wstęp jest zabroniony
ze względu na niewypały, o czym informują umieszczone tablice a myślałem że na poligonie można znaleźć już tylko betonowe ćwiczebne bomby lotnicze zrzucane na ręcznie wyorane w polach kontury samolotów. Jak dobrze że udało nam się przeżyć.




Po podbiciu dziesiątki mamy długi przebieg na drugą mapę do bno i podczas tego długiego przebiegu zaczyna mnie boleć za kolanem nie tak jak zwykle z boku, ale jakoś daje radę z tempem Wojtka. W oddali widać wspomniane wcześniej maszty "Radiowego centrum nadawczego" - ciekawostką jest to że to stacja nadawcza fal
długich o częstotliwości 225 kHz, mająca za zadanie nadawanie Programu Pierwszego Polskiego Radia. Znajdują się tam maszty ćwierćfalowe o wysokości 330 i 289 metrów, których waga to łącznie 304 tony. Czas wejścia na szczyt masztu wysportowanej osobie zajmuje ponoć godzinę.




Mapę NOWE SOLCE zaczynamy od PK56 potem rowami do PK53 z którego postanawiamy odbić na punkt z wodą na niedalekie skrzyżowanie, z którego biegniemy do PK49 gdzie mijamy się z jednym z lepszych zawodników i tak będzie przez kilka kolejnych punktów aż do wybiegnięcia z tej mapy. Do PK50 - niecka - trafiamy po rzeźbie, dalej PK47 w dołku pomiędzy laskami i wybiegamy wzdłuż drogi by  nie przedzierać się przez las i tak do PK45 a później wzniesieniem do PK39 gdzie na punkt dosłownie wpada Wojtek, sam ominąłbym go i musiał wracać. PK31 i znów robota Wojtka gdy ja zataczam koło badając teren i zaczynam doceniać dobrą czołówkę z odpowiednią ilością lumenów. Do PK34 trafiamy bez problemów natomiast PK36 i koniec rowu na wzniesieniu przysporzył nam trochę problemu, przeszliśmy wzniesieniem i nie trafiliśmy na rów, dopiero wracając już go nie ominęliśmy. Trochę tych wzniesień było ale na szczęście ostatni PK57 znajdował się na szycie górki która nie była zbyt wysoka.





Robimy przebieg na pierwszą mapę SZWEDZKA GÓRA i zbieramy z niej resztę punktów, najpierw H dalej F na który naprowadziła nas najwyższa górka w okolicy, kolejno E wzdłuż granicy wycinki i do K wzdłuż kolejnej. Na J naszliśmy wzdłuż wzniesienia i dalej na koniec mapy przez niecki I, D, G i wybieg do PK8 na dużą mapę i choć noga już mi mocno dokuczała to staraliśmy się cały czas biec by kilometry uciekały szybciej. Na PK4 trochę nam się drogi pokręciły ale i tak na naszą korzyć bo wybiegliśmy dalej niż przewidywaliśmy, w drodze z czwórki na PK9 w głowie liczyłem tylko przecinki bo moje kolano miało dość biegania na dziś :). Wybiegając z dziewiątego zobaczyliśmy biegnące w naszą stronę światełka i w głowie zaświtało nam tylko że teraz to trzeba będzie cisnąć do mety ale na szczęście byli to zawodnicy na rowerach z trasy AR :), spokojnym truchtem dostaliśmy się do PK2 ale na szczęście górka nie była zbyt stroma jak się to wydawało z mapy.





Do PK99 - ostatniego do podbicia - truchtaliśmy jak dwaj emeryci których wszystko boli a gdy na wprost jakieś 500 metrów przed nami na głównej drodze zaświeciły dwa światełka to w Wojtka wstąpiły nowe siły jednak mówię mu że to niemożliwe że to ktoś z TP50 bo jak się tam znalazł skoro musiał jako ostatni podbić PK99 jednak na mecie okazało się że to była para Arkadiusz i Dorota Duszak z którą ścigaliśmy się o trzecie miejsce na Grassorze - do teraz nie wiem jak Oni się tam znaleźli.
Gdy już wybiegliśmy na drogę wstąpiły w nas nowe siły, zgasiliśmy czołówki i Wojtek wypatrzył daleko przed nami trzy osoby które szły oglądając się ciągle za siebie, tempo wzrosło nam do średnio 4:30 i wszystko przestało nas boleć :), jednak po ich prześcignięciu okazało się że to zawodnicy z TP25.




Na metę dobiegliśmy o 5:50 na 18 miejscu co uważam za średni wynik choć patrząc na innych zawodników i ich czasy to pierwsza siódemka była poza moim zasięgiem na trasie 50 kilometrowej.

Udało się skończyć Puchar Konwalii na 10 miejscu wśród mężczyzn o mały włos nie przegrywając z Łukaszem Nowackim który tą samą trasę co ja zrobił w 6:40 i o mały włos wyprzedziłby mnie w punktacji wygrywając tylko dwa z czterech rajdów Konwalii, jednak zastanawiam się czy w przyszłym roku nie brać udziału w AR, tam może być lepsza zabawa.
Podsumowując cały cykl zawodów to należą się duże brawa dla wszystkich organizatorów za 4 rajdy w sezonie i to na takim poziomie, jedna wpadka się znalazła ale wybaczam ją :)



Czas: 11:20:00
Miejsce: 18(13)/39Puchar Konwalii: 10/404
Dystans: 63km

Przebiegi:



* - fotografie własne oraz zapożyczone ze stron: Organizatora, Krzysztof Wyrąbkiewicz, Wikipedia, Moje Miasto

1 komentarz:

  1. pozdrawiam serdecznie :) bardzo ciekawy wpis :) życzę dalszych tak ciekawych i udanych biegów

    OdpowiedzUsuń